azlyrics.biz
a b c d e f g h i j k l m n o p q r s t u v w x y z 0 1 2 3 4 5 6 7 8 9 #

indєb – szklani ludzie lyrics

Loading...

[refren: indeb]
szybkie fury, dziaby, ciuchy vetements
okładka forbes’a (oh, oh, oh)
żmije chcą cię ranić, chcą byś miał dość
byś wierzył w to, że nie dasz rady samemu dojść w miejsca, w których są…
szybkie fury, dziaby, ciuchy vetements
okładka forbes’a (oh, oh, oh)
żmije chcą cię ranić, chcą byś miał dość
byś wierzył w to, że nie dasz rady samemu dojść w miejsca, w których są (niemile widziani)

[zwrotka 1: indeb]
jak zaczynałem kiedyś robić muzykę wszyscy się śmiali
nauczyciele wróżyli mi celę, wrogiem numer jeden byłem wtedy dla nich
moje myślenie dla ludzi surrealizm jak dali, chcę skórę wzorami pokrytą mieć tak jak pergamin
w garażu zonda pagani, chiron bugatti, niczym się nie martwić
ale jak zrobić to?
(?) haters wanna see me fall, ciągnie mnie do siebie zło
szybciej poznaję, kim jest kto
jakim językiem mówi wąż, jak brzmi potłuczone szkło
bo ich moralne kręgosłupy kruche jak (?) prize
w społeczeństwie figurek co drugi, to męska gra
boli ich to jak żyjesz, jak robisz hajs
jaką nosisz twarz, skąd to wszystko masz, twoją drogę znać chcą
[przejście: indeb]
zabrać ze sobą ciebie na dno
by ci się nigdy nie udało
lecz ich wysiłki to za mało
bo nasze drogi prowadzą tam, gdzie są

[refren: indeb, miszel]
szybkie fury, dziaby, ciuchy vetements
okładka forbes’a (oh, oh, oh)
żmije chcą cię ranić, chcą byś miał dość
byś wierzył w to, że nie dasz rady samemu dojść w miejsca, w których są…
szybkie fury, dziaby, ciuchy vetements
okładka forbes’a (oh, oh, oh)
żmije chcą cię ranić, chcą byś miał dość
byś wierzył w to, że nie dasz rady samemu dojść w miejsca, w których są (niemile widziani)

[zwrotka 2: miszel]
ja odbijam się w l+strze jak zjawy i czas leczy rany, ucieka palcami
my zapracowani, emocjami szklani, lubimy się zranić
byleby przeżyć czasami i byle nie sami, i byleby spać, i pić, i jeść
(?) te damy pagani, a na swoich drogach boki jak e46
97 mam zdjęć, rolka się kręci tak jak karuzela
weź mój testament daleko od bramy, gdzie pozostawiłem ostatnie wspomnienia
z patologii wyrośliśmy sami, inaczej się nie da, nie mam nic do powiedzenia
dlaczego wolałem mieć zbłąkaną duszę, niż tamtej spełniać marzenia?
wszystko się zmienia, ale nie schemat, nam pozostała jedynie idea
jak mam uciekać od tej samej twarzy, od której ucieczki już nie ma?
i tylko te dźwięki, nasze wspomnienia, dźwięki na “do widzenia”
potłuczonego nieba, którego tak nam potrzeba
[outro: miszel]
(potrzeba, potrzeba, potrzeba
potrzeba, potrzeba, potrzeba)



Random Lyrics

HOT LYRICS

Loading...